• Wpisów:44
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:195 dni temu
  • Licznik odwiedzin:3 694 / 284 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zycie nauczyło mnie by bez pośrednio nie mówić o swoich pragnieniach...moim zdaniem mówienie o swoich pragnieniach to nic innego jak słowa wyrzucone w błoto innym słowem jest to bezowocne ziarno z którego nic nie zakiełkuje... żyjemy w takim świecie, w którym ludzie nie przykładają się do realizacji naszym pragnień... pomimo tego, że mogą wszystko a każdy jeden jest w stanie zrealizować nasze marzenie... nie dzieję się tak... a to głównie dlatego, że nikt tak zwyczajniej w świecie nie ma na to ochoty.... prawda jest taka, że bezsensem jest winienie za to ludzi... winienie ich za to, że nie mają na to ochoty to jak winienie człowieka bez nóg za to, że nie chodzi...
Wierzę, że istnieje przepis na miłość... wierzę też, że istnieje recepta na szczęście... wierzę też, że istnieje sposobność na to aby wszystko w życiu człowieka stawało się możliwe...
Innym słowem to nikogo wina, że nie ma na coś ochoty...
Jest kilka sposobów na wzbudzenie w człowieku ochoty na daną czynność... jednym z nich jest zastraszenia... innym sposobem jest zapłacenie pewnej kwoty pieniędzy a jeszcze innym jest no właśnie co... jest stworzenie zajebistej atmosfery w której każdy czuje się jak ryba w wodzie, której nic do szczęścia nie brakuje....
Stworzenie w drugiej osobie samopoczucia w trakcie którego czuje, że nic jej do szczęścia nie brakuje... jest czymś czemu poświęciłem parę lat w życiu... badając analizując to zjawisko...
Doszedłem, że człowiek któremu coś jeszcze jest potrzebne do szczęścia nie jest w stanie realizować marzeń innych... Wierzę zatem, że istnieje pewna siła w umyśle moim czy też drugiej osoby, która potrafi urzeczywistnić wszystko... Ta siłę można porównać do kichnięcia... to znaczy, że rodzi się w człowieku niespodziewanie i nie sposób jej powstrzymać podobnie jak kichnięcie... W moim życiu wszystko co najcenniejsze to kichanie... nie całuje się z dziewczyną jeżeli mogę się przed tym powstrzymać i nie idę z kobietą do łóżka gdy mogę się przed tym powstrzymać.... wierzę, a w zasadzie na przykładzie mojego doświadczenia wiem to napewno, że dajmy na to interesuje mnie wszystko to przed czym nie mogę się powstrzymać.... Tylko takiej miłości lubię doświadczać... takiej której nie da się uniknąć.... i tylko wtedy gdy druga osoba też kicha na wszystko
Nazywam to od niedawna kichaniem... takich reakcji w ludzkim umyśle podobnych do kichania jest pełno... tylko prawda jest taka, że jako ludzie nie jesteśmy pielęgnowani w właściwy sposób... nie jesteśmy na tyle pielęgnowani aby uwydatnił się nasz potencjał stwórczy...
Człowiek w pełni zrelaksowany który z szewską pasją jest zainteresowany danym tematem, który poświęca temu całą uwagę z najszczerszą ochotę i chęcią... jest jak złota rybka zdolna spełnić nasze każde życzenie...
Nie mniej jednak zdobyć szczerą uwagę człowieka to wielka sztuka... chodzi mi oczywiście o taką uwagę przy której wszystko co znane staje się mało istotne i liczy się tylko ta chwila i te słowa, które dla człowieka same z siebie stanowią niebywały pokarm....
Pokarmu tego doświadczamy, gdy w naszym życiu dzieję się tak, że wręcz życie przerasta naszym oczekiwaniom i dzieje się coś lepszego po 100 kroć niżeli realizacja naszym najskrytszych pragnień... Innym słowem trzeba człowieka nieziemsko zaintrygować i zaskoczyć, tak, że ta sytuacja stanie się prze godna jego uwagi...
Gdy doświadczy sytuacji przegodnej jego uwagii pomimo iż nie zdawał sobie sprawy z tego, że coś takiego jest... to i w obliczu tej przegodnej sytuacji uwierzy automatycznie, że to właśnie różnica pomiędzy tą przegodną jego uwagii sytuacją a szarym życiem... jest właśnie tym wytłumaczeniem na to dlaczego właśnie w jego życiu nie stawały się cuda....
To jest mój przepis na wszechmoc...
W zwyczajnym świecie najprościej rzec biorąc nic nas na tyle nie interesuje do tego stopnia, że nie możemy się przed tym powstrzymać... Musimy doświadczyć czegoś zupełnie nowatorskiego jakże odmiennego od tych wszystkich ludzi których poznaliśmy... aby uwierzyć, że ta osoba, ze względu na to jakie życie prowadzi może wszystko... Ale prawda jest taka, że wręcz musimy jak to się mówi z wypiekami na twarzy karmić się takim słowem.... jeżeli to słowo jest w stanie sprawić, że cały świat przestanie na pewną chwilę mieć znaczenie.... i będzie się dla nas liczyć tylko to słowo którego doświadczamy... to nie będzie inaczej niżeli w księdze rodzaju...
słowo to Bogiem się stanie i będzie mogło wszystko urzeczywistnić... i poza tym słowem nie będzie się liczyło nic... wówczas dla nas w świecie będzie tylko to słowo... a to słowo bogiem się stanie i będzie mogło urzeczywistnić wszystko

Wyobraźmy zatem sobie sytuację, w której każde słowo zamienia się w ciało innym słowem się urzeczywistnią...
Wyobraźmy sobie, że sobie rozmawiamy o tym jak człowiek powinien życie przeżyć... i ktoś rzuca stwierdzenie, że człowiek nie powinien ani chorować ani pracować tylko cieszyć się życiem... a słowo to jak za sprawą jakieś magii staje się istotą całej dyskusji.... wszyscy dyskutanci nagle staję się zdrowi i mają zmysły nie inne niżeli takie rajskie jakie mieli chociażby Adam i Ewa w raju... Nagle w każdej osobie pojawia się ogromna chęć życia i ochota na zabawę... ktoś rzuca hasło, że w dzisiejszym losowaniu dużego lotka wpadną numery 14,18,25,29,47,49 i to zarówno w zwykłym losowania jaki i z plusem... a przez najbliższy tydzień w mutimulti będą wpadały liczby od 1 do 10... tylko po to aby każdy z nas mógł się wzbogacić... wyobraźcie sobie jak zmieniło by się dzięki temu wasze życie i waszych najbliższych... na co byście mieli ochotę gdyby te słowa stały się rzeczywistością
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wokaliści i zespoły pewnie nie mało zwijają się z bólu gdy ktoś ściąga ich mp3 albo słucha ich kawałki na youtube w TV czy też radio... Łatwo ich skrzywdzić tym bardziej, że w świecie istnieje cicha akceptacja jak i prawo które pozwala okradać ich własność intelektualną...
Ludzie nie lubią gdy zarzuca im się kradzież podczas gdy prawo i powszechna tradycja im na to pozwala...
Nie jeden będzie się ze mną spierał, że youtube, Tv czy też radio to nie grzech... innym słowem lubimy oszukiwać się, że wszystko jest wporządku... nie mniej jednak nie mało na tym tracimy.... tracimy między innymi to, że nasz umysł nigdy nie urośnie w siłę tak bardzo aby rozpierdolić kradzież tak w swoim życiu jak i innych...
I dłużej będziemy to praktykować tym większe prawdopodobieństwa, że będziemy znali coraz to lepsze odzywki w tym czy też innym zjawisku... będziemy czuli coraz to większy grzech innych... aż pewnego dni dojdziemy do takich wniosków, że nawet nie chcemy stąpać po tej samej Ziemi po której stąpają Ci co okradają innych... Innym słowem damy się wychujać z ziemi i będzie nas czekał los podoby do Buddy czy też Jezusa... po prostu znajdziemy się gdzieś indziej
 

 
To mój kolejny cel... innym słowem zamierzam być Szymon wśród Szymonów... zamierzam przypakować się w taki sposób w jaki sposób nie dokonał tego nikt inny...
W pewnym momencie mogę być za dobry na ten świat... tak więc będę starał się nie popełnić tym samych błędów jakich dokonał Budda czy też Jezus Chrystus... innym słowem wierzę, że praktykując istotę dobra i zła można przejść do innego świata a tym samym wyruchać się z Ziemi...
Jedyne co muszę zrobić to poznać istotę grzechu... a następnie wyplewić go ze swojego życia na miliony różnych sposobów...
Innym słowem mój blog przeżyje nie małą reformację... od tej pory na moim blogu będę umieszczał tylko piosenki, za które zapłaciłem.... Zniknie też wiele wpisów... mój cel to nie krzywdzić...
tak więc na moim blogu nie zabraknie Dawida Guetty, Eminema, Offspring,Timbalanda, Mike Posnera, Tiesto... ponieważ wierzę, że wokalista czy też zespół nie mało cierpi gdy ludzie słuchają ich piosenek w czasie gdy za nie zapłacili... tak więc nie będę słuchał radia, oglądał programów muzycznych w TV... na razie tyle

 

 
w związku ustalany pewne zasady, którym nasza miłość nadaje życie... czasami rezerwujemy sobie nawet cierpienie... na początku nie chcemy aby druga osoba cierpiała... ale myślimy, że jak obiecamy sobie cierpienie bez siebie to będzie to większą motywacja do bycia razem, że wydrzemy tym samym przysięgę o miłość dozgonną... wierzymy, że jesteśmy jednością która bez siebie żyć nie może... innym słowem oferujemy jej wszystko to co wierzymy, że jest najlepsze... nie raz oferujemy całych siebie na własność... innym słowem ustalamy pewne prawa... gdy uwierzymy, że druga osoba jest naszą częścią cierpimy gdy nie mamy jej przy sobie... ponieważ własne piękno czy też szczęście uzależniliśmy od posiadania tej osoby... a to, że wierzymy nadal w te zasady które nie zagwarantowały nam odwzajemnionej miłość sprawia, że to cierpienie trwa... aby nie cierpieć z powodu niespełnionej miłości należałoby zwątpić w te prawa, albo trwać przy nich, wycierpieć swoje po to by doczekać się ich spełnienia z kimś innym
 

 
nie lubię przeklinać... szczerze może tego samym sobą nie zaprezentowałem... i przeklinanie mi nie mało szkodzi... najbardziej w świecie boli mnie to, że już nigdy w życiu nie powiem o sobie, że nikogo nie przekląłem... nie każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że idąc tropem oko za oko, ząb za ząb... człowiek który nie przeklina i w swojej moralności ma zakodowane, że to zło a do tego nie mało walczy z tym zjawiskiem bo pragnie żeby ten świat był lepszy... wytwarza wokół siebie pewien mechanizm obronny który sprawia, że jeżeli będzie wierny tej zasadzie to istniej duże prawdopodobieństwo na to, że nigdy przekleństwa nie doświadczy ze strony drugiej osoby... albo też w swojej inteligencji znajdzie odpowiedni mechanizm aby się przed tym bronić...
Cóż u mnie takie mechanizmy poszły się jebać, zresztą nie tylko te... Umysł człowieka jest jak ogród, który można pielęgnować aby narastał na sile...
Zwróćcie uwagę na wojujących wegetarian... to, że unikają mięsa sprawia, daje im tą moc, że tak wiele i w tak interesujący sposób mają do powiedzenia w sprawie zwierząt... Innym słowem... mają pewne pojęcia dobra i zła, które egzekwują swoją życiem... definitywnie nie tykają się czarnego... a czynią białe przez co nie dzieje się nic innego jak to, że umysł nagradza ich inteligencją, która przysłużą się do walki z tym co uznali za złe...

Ciekawe co taki Jezus przyjął za dobre a co za złe... pewnie białe jest wtedy gdy człowiek lubi mu dupę lizać a złe jest gdy chce być od niego wolny i niezależny...
 

 
Jest coś niepokojącego w ludziach... podobno siła człowieka tkwi w znajomościach... mi jest nie letko nawiązać więź z drugim człowiekiem... Prawda jest taka, że siła znajomości kształtuje się od dzieciństwa... siła tkwi w wspomnieniach... mi schizofrenią odebrała to wszystko, każde doświadczenie i każdą radość zaszufladkowała jako niewłaściwą... poza tym nie jest lekko się ze mną zaprzyjaźnić... do tej pory bliski tego stanu jest jeden człowiek, jeden pacjent chorujący na depresję, którego czasami spotykam w kolejce do psychologa... byłem kiedyś z nim w ośrodku psychiatrycznym i nie chodzi oczywiście o Kryspina.
Facet nie głupio kombinuje, mówi, że wszystko jest tu i pokazuje na umysł... w kolejce zawsze otwiera towarzystwo... czyni nie inaczej niżeli tak jak mnie uczono w przeszłości
  • awatar Gość: nie "letko" hahahahahaha to ty masz posrane we łbie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cóż według moich obliczeń... świat nie powinien mnie aż tak brutalnie traktować... owszem każdy dostaje to na co zasługuje... myślę, że to kwestia tego, że nie zwykłem atakować ludzi, tak jakoś na nikogo nie chce mi się podnosić ręki... nie zwykłem do tego aby się bronić... dawniej owszem... nie mniej jednak z moją psychiką jest coś nie tak... praktycznie w ogóle nie reaguje gdy ktoś mnie atakuje... tym bardziej, że nie wiem czy to jest mężczyzna czy kobieta... tyle wycierpiałem, ze wiem, że czyjaś krzywda to nic dla mnie interesującego... cenię sobie radość z życia jaką mają osoby, które nikogo nie krzywdzą... w zasadzie tylko tacy ludzie moim zdaniem są w stanie z całą stanowczością spojrzeć na swoje życie i zachowywać się w taki sposób jakby były pragnieniem dla wszystkich
 

 
Mam urojonego przyjaciela nazywa się Kryspin... często mi się zdarza gdy już jaram zioło, że wspominam właśnie niego, gdy sobie już zapale to głupio mi się z nim nie rozmawia... Zawsze w jego obecności czuję się tak jakbyśmy byli razem chowani od dzieciństwa
Pierwowzór poznałem w ośrodku psychiatrycznym, Kryspin od wszystkich innych pacjentów różnił się tym, że walił sobie konia przy wszystkich... tylko na niego spojrzałem i wiedziałem, że kim jak z kim ale z Kryspinem na oddziale nie można się nie liczyć...
Innym słowem zacząłem wierzyć, że Kryspin to geniusz... nie wiem jak pielęgniarki to wytrzymywały... pewnie jakby nikogo nie było w pobliżu to ujeżdżały by Kryspina nie inaczej niżeli w pornolu

Nie wiem dlaczego ale intuicja podpowiada mi, że kobiety nie mogą przejść obojętnie obok faceta, który wali sobie gruchę w ich pobliżu

Kryspin zajebał mi pastę do zębów... każdego wieczoru gdy wszyscy już spali wychodził na polowanie... włamywał się do szafek, najbardziej zadowolony był gdy trafiły mu się słodycze... skubany nie widział, że go widzę... a może i widział tylko nic sobie z tego nie robił...

Ja z kolei nie chciałem jeść tabletek... łapali mnie wtedy i siłą ciągnęli do łóżka po to aby dać mi zastrzyki w dupę... ja nie czułem się inaczej jak rycerz, który ginie w obronie swoich wartości... i podobnie jak Kryspin zdobyłem uznanie i szacunek w psychiatryku
Prawda jest taka, że ja nigdy nie wierzyłem w to, że mam schizofrenię... to zawsze było coś innego... pewien konflikt wierzeń

Gdy wyrabiałem sobie zaświadczenie o niepełnosprawności, nie mało przekonywałem się do tego, że jestem chory... wówczas pierwszy raz w życiu dopuściłem myśl, że choruje na schizofrenię... moim największym atutem były głosy w głowie...
Zaświadczenie wyrobiłem sobie po 4 latach w piekle bo nie mało skusiłem się na rente
 

 
schizofrenicy to takie zwierzęta w klatkach, które nie widzą światła słonecznego... w dzisiejszym świecie schizofreników za mężów biorą sobie tylko kobiety, które mają wszystko i są żadne odmiennych wrażeń... posiadać schizofrenika to nie mało oryginalne to trochę tak jakby mieć udomowioną świnkę... alternatywę dla psa...
Uważam, że warto mieć choć jednego schizofrenika w kręgu znajomych
Skoro już mowa o wegetarianizmie to ze schizofrenią jest tak, że sama wpycha do ust mięso... Innym słowem dajmy na to pragniesz karmić swój umysł samym optymistycznym myśleniem... a jakaś siła pokłada Ci pesymistyczne świnie... Tak więc mieć schizofrenie to znaczy czuć ten sam ból co mógłby mieć wegetarianin gdyby przypadkiem zjadł sobie ulubioną zupkę warzywną z rosołkiem drobiowym... innym słowem jest to ból nie do zniesienia
 

 
prowadzę blog na pingerze... spotykam się z dużą krytyką, ludzi mają mnie za idiotę i lenia... nie mniej jednak cieszy mnie to ich stanowisko... u nas na forum o schizofrenii spotykamy się za zwyczaj z akceptacją i aprobatą... a na pigerze jest inaczej... najprawdziwsze reakcje zdrowych ludzi, którzy nie mają żadnego pojęcia o istocie schizofrenii... traktują mnie jak zdrową osobę, dawno się z czymś takim nie spotkałem
 

 
od czasu do czasu kupuje kupon w lotto i sprawdzam jak wielką władzę posiadam... dzisiejszy plan wygrania 3 numerów skończył się fiaskiem wpadł tylko jeden...i to z łaski swojej
  • awatar obojętniekto: innym słowem, możesz też dać w mordę każdemu facetowi który podaruje Ci zdechłe kwiaty
  • awatar obojętniekto: nie wiem czy jabłka czy też gruszki... po nigdy do mnie nie przemawiały, ale nie podoba mi się to, ze ludzie ścinają kwiaty. Czy to taki piękny widok mieć zdychającą róże w wazonie... róża od zwierzęcia różni się tym, że nawet nie piśnie...
  • awatar obojętniekto: wierzę nie mało, że miłość może dać życie nawet tym nielogicznym pomysłom... wierzę, że dla miłości każdy pomysł jest równy i tak samo prawdopodobny do zrealizowania... co Ty sobie myślisz, że owoce nie mają uczuć? owoce mają uczucia i żyją, tylko nie każdy jest godzien aby to dostrzec
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Gucio to pokaźnych rozmiarów kundel, jest cały czarny i ma białą plamę na szyii... gdy nikogo nie ma w domu to wmawiam mu, że jest duchowym przywódcą i nie mało się od niego uczę... Gucio jest wykastrowany... czasami obiecuje mu, że stanie się cud i odzyska swoje atrybuty... Gucio nie próżnuje pomimo, że nie ma ochoty na sex sprowadza sobie panienki do domu...
W zasadzie to pies mojej mamy, ale jest bardzo sprzedajny jeżeli chodzi o wyprawy do lasu...
Ciocia mówi, że Gucio to syn mojej mamy... a Norka suczka sąsiadki to jego narzeczona... Mówi, że moja Mama to jej teściowa
 

 
Moja mama nie chce mnie puścić do pracy... wszystkim zainteresowanym, którzy pytają się dlaczego nic nie robię, mówi, że muszę się opiekować psem...
Gucio nie lubi sam zostawać w domu. Moja mama ma nade mną nie małą władzę... czasami nawet wydziela mi kawy... Gdy jestem nie posłuszny to strzela fochy... Szczerze to nawet do ośrodka psychiatrycznego nie chce mnie puścić... tak więc muszę siedzieć w domu... W chwili obecnej jest mi to nie mało na rękę... więc nie protestuje...
Mam jakby aktywny pajęczy zmysł, który cały czas.. ostatnio daje mi pewne poczucie dyskomfortu i zniechęca do wiele spraw... czasami nawet wstać mi się nie chce gdy czuje, że będę go doświadczał...
Wierzę, że to kwestia karmy, bądź też zbyt niskiej dawki pozytywnej energii jaką mam w sobie... Zwykle miałem jej o wiele więcej... ale tak się składa, że parę miesięcy temu popełniłem pewien grzech (pomyślałem brzydko o pewnej osobie) i od tego czasu mój czerpak do zbierania miłości jest nieco uszkodzony... życie nie mało straciło sens...
Uszkodzenie tego czerpaka sprawiło, że migiem zapomniałem o swojej schizofrenii a priorytetem stało się dla mnie naprawienie moich relacji damsko męskich... a to, że zapomniałem nie znaczy że przestałem jej doświadczać...
 

 
Chciałbym zwrócić uwagę na to jak to naprawdę jest z tymi doświadczeniami schizofrenicznymi i czy istnieje w obliczu schizofrenie jaki schemat myślowy zdolny zapewnić osobie potęcjalnie dotkniętą schizofrenią jakiś komfort psychiczny...
Dajmy na to szczęśliw osoba, którą życie rozpieszcza i spełniają jej się marzenia mówi, że ten świat jest piękny i czuje pewną spójność, swobodę działań i wypowiedzi podyktowanej tą ideą, że życie taką osobę rozpieszcza...

Pytanie jakie chciałbym postawić jej takie czy w przypadku schizofrenii również można ustalić taką prawidłowość... bo może zadaniem schizofenika jest w tym całym cierpieniu odnaleźć jakąś głębie... żyć być może myślą, że ten świat jest okrutny.... zupełnie jak gdyby żyć myślą, która nie oszukuje samego siebie... zastnawiam się nad tym czy aby idąc tą myślą nie otrzymać właśnie potężnego bodzca do tego aby zmienić swoje życie i swoją personalia... czy aby dobrze nie było dla mnie gdybym tak trochę ponażekał i poprzekonywał parę osób co do tego, że życie jest okrutne.... i kto wie może istniej jakiś schemat zachowań, rekacji w obliczu schizofrenii, który pozwoliłby zachować pełną logikę w tym co ludzi spotyka.... może o to chodzi aby dawać świadectwo temu ,że życie potrafi kurewsko zaskoczyć i kto wie może w tym wszystkim można odnaleźć jakieś własne piękno... jakąś głębie... a kto wie może kto odnajdzie tą głębie i przesłanie schizofrenii dostrzeże w niej jakąś formę błogosławieństwa z której być może większość ludzi nie potrafi korzystać... Może schizofrenia stwarza człowiekowi ogromne możliwości a my po prostu ludzie poza optymistycznymi myślami, tabletkami nie znam po prostu sposobu na to aby to wyrazić będąc być może przed takim samym wyzwaniem jak 3 letnie dziecko, które jeszcze nie pojęło nauk o tabliczce mnożenia a powiedzieć ile to jest 7x7 umiejąc obecnie liczyć tylko do 5...
Uważam, że w kreatywny sposób można wykorzystać schizofrenię... odczuwając, że wyświadcza człowiekowi jakieś dobro... Pytam się zatem czy aby stać nas na to aby dostrzec jakieś pozytywne strony schizofrenii...
Mówię schizofrenii aby każdy mniej więcej nie na obserwacjach innych tylko na swoim przykładzie widział jakie zagadnienia umysłu w niego wystąpiły... można po prostu da się to wykorzystać... Może istnieje jakaś dyscyplina sztuka walki myślowej, dyscyplina reakcji na to czego wile osób się nie spodziewa zdolna pokazać nasze piękno gdy doświadczamy tego wszystkiego co psycholog określa mianem choroby psychicznej.
A kto wie może schizofrenia to dar można jest jak płomień do rozpalenia ogniska do ogrzanie własnego ciała w czasie zimy a nie po to aby się na nim przypalić... może nie powinniśmy walczyć ze schizofrenią tylko dotrzymać jej kroku.
 

 
schizofrenia dobrze zna takie zaklęcie przez które zamiast cieszyć się szczęściem innych człowiek przesiąka nienawiścią... myślę, że nie widzisz w ludziach żadnej wartości i nie chcesz z nimi przebywać przez to, że mają w sobie ogromną niemoc aby zaradzić Twoim zmaganiom... mawia się, że jeżeli nie masz na coś wpływu to się tym nie przejmuj... Schizofrenia to wielka tragedia dla człowieka... człowiek myśli, że ten świat jest parszywy gdy w obliczu jego cierpienia inni żyją sobie jak gdyby nigdy nic